Redakcja
20.01.2019.
Medicaid zdrowia plany Ameryki kupicpigulki.pl IHC lekarzy w utah

Polecamy:

Pokolenie MTV Drukuj
 
Written by Darek Baran, on 02-04-2007 23:00
Average user rating No rating

Mam odpowiedź na modne ostatnio tworzenie „pokoleń”. I mam kulturowy przykład wychowawcy, który nie jest nakręcony medialnie, lecz który owinął swoich wyznawców wokół medium. Medium tym jest MTV. Stacja, która wychowała Muzyczne Pokolenia.

Wychowała dawniej, bo dziś już niestety nie, definiując parę lat (z okładem) temu to, na co pomstujemy dziś najbardziej - rozkład popkultury - i hołdując wartościom, które w czystej postaci gloryfikują przemoc i obsceniczność, a z muzycznym wychowaniem nie mają nic wspólnego. Czym jest, i czy jeszcze możemy mówić o nieprzerwanym, żywym zjawisku Pokolenia MTV? Z pewnością nie tym, za kogo uważa się dzisiejszego widza tej stacji muzycznej.

 W latach osiemdziesiątych MTV kreowała rzeczywistość. Uproszczone to twierdzenie, jednak trudno przypisywać ówczesnej „Music TeleVision” inną rolę. Nie było globalnej sieci; wiadomości czerpało się z prasy, radia i, oczywiście, TV, która miała tę przewagę nad pozostałymi, że dawała obraz. Wideoklip. Nową sztukę prezentacji, kreacji, kompilowania migawek i magnetycznego przyciągania, wspartą na naturalnej potrzebie wizualizacji tego wszystkiego, co uosabiała muzyka. Wizji podpartej dodatkowo osobowością prowadzącego VJ’a, na ekranową obecność którego czekano z reguły z nie mniejszym podnieceniem, niż na klip ulubionego wykonawcy. Proste, aż nadto proste perpetuum mobile?

 Przez całe lata osiemdziesiąte MTV odciskała swe piętno na ówczesnej kulturze masowej, rozwijając się w otoczeniu robiącego furorę VHS oraz zastępującego winyl i marginalizującego kasety magnetofonowe CD. Nasilenie tego wpływu widoczne było jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych. Bo świat MTV zwykło się często dzielić na ten przed i po „Smells Like Teen Spirit”. Podziałka jest jednak gęstsza, niż to się może wydawać, nie każdy ma bowiem prawo przywłaszczyć sobie miano dziecka Pokolenia MTV, którego znaczenie straciło sens mniej więcej w połowie lat dziewięćdziesiątych. Przewartościowanie, otwieranie lokalnych oddziałów stacji, połączone z odchodzeniem z MTV Europe osób współtworzących (lub silnie identyfikujących) jej dotychczasowy wizerunek sprawiło, że MTV krok po kroku docierało do punktu, w jakim obecnie się znalazło. Do Kanału.

 Nina Blackwood, Mark Goodman, Alan Hunter, J.J. Jackson i Martha Quinn to pierwsi VJ’e powstałej w 1981 stacji. Dla Nas (dla mnie), prawdziwego znaczenia nabierają dopiero nazwiska poznane dzięki satelitarnym przekazom pod koniec lat osiemdziesiątych: pamiętany za genialne show „Most Wanted” Ray Cookes (w MTV do 1996 r.), odpowiedzialny za newsy Steve Blame, Vanessa Warwick ze swoim „Headbanger’s Ball”, Dr.Dre i 5Fab Freddy prowadzący „Yo!MTV Rap’s” (kiedy rap Coś znaczył) czy Paul King, Simone, Nina, Lisa L’Anson i inni (sentymentalne listy dostępne w historii MTV). Do dziś pamiętamy nazwy innych sztandarowych programów-bloków tematycznych: Alternative Nation, 120 minutes, Party Zone, Super Rock. Do tego doskonale realizowane weekendy z poszczególnymi gwiazdami, dużego formatu, których dorobek płyt i videoklipów nie podlegał dyskusji, i było czym wypełnić dwa weekendowe dni, bez wrzucania w program powtórek i miernych, koncertowych wypełniaczy.

 Po przebojowym okresie lat osiemdziesiątych w MTV dokonał się radykalny zwrot w stronę, szeroko rozumianej, muzycznej alternatywy (stąd wspominany przy każdej okazji boom na muzykę rodem ze Seattle), której poświęcano już nie tylko tematyczne pasmo, gdzieś w nocnych godzinach nadawania, lecz dzięki której wieszczono początek nowej muzycznej dominacji na nadchodzące lata. Lata, w których MTV, jak się później okazało, przestało być, de facto, stacją muzyczną. Rozwijano akcje typu „Staying Alive” czy „Free Your Mind”, uświadamiając i edukując młodzież w najbardziej palących problemach społeczno-obyczajowych XX wieku, w ich języku. Jednak początek okazał się być tym, czym być nie musiał, i rozpoczął się powolny zjazd po równi pochyłej. Od decydentów MTV dostaliśmy początek...końca.

 W ramach ekspansji marki, „klasyczne” MTV zastąpiono VH-1, pod nowego widza budując zupełnie nową jakość telewizji, która miała wychować sobie kolejne pokolenie. Wokół udoskonalano obraz i dźwięk przekazu, świat zaczął podbijać Internet. W tym wszystkim nie zauważono jednak, jak wiele zmian zaszło na samym rynku muzycznych telewizji. Po pierwsze: nagle padł monopol MTV na muzyczne i poza muzyczne wyznaczanie trendów; po drugie: to inne kanały musiały zaoferować produkt odmienny od tego, czym dotąd było MTV, a nie odwrotnie; po trzecie wreszcie: chyba nie do końca przemyślano ruch zdobycia nowej, odmłodzonej widowni, bez zatrzymania przy sobie starych, wiernych widzów. VH-1 stworzono z myślą o nich, w Polsce namiastkę starego MTV otrzymaliśmy pod szyldem MTV Classic (czas pokazał, że czasowo), w którym skryła się muzyka rozbudzająca sentyment za latami kulturowej świetności Music Television. Sama stacja rozszczepiła się na wydzielone tematycznie kanały: MTV Base, MTV2 i inne, nie oferując w zamian pozytywnie eklektycznego przekazu, gdzie muzykę (i słowo) poznaje się bez szuflad i tematycznych przypasowań. MTV „zaatakowała” lokalne rynki Europy.

 Jest w tym wszystkim osobliwy odcień sukcesu. Amerykańskie oddziały MTV tworzą obecnie sprawnie zarządzaną fabrykę programów budujących nowy ład i porządek, według którego powinni żyć młodzi ludzie. Ogólnej brutalizacji życia towarzyszy wyrazista agresja przekazu i prymitywizm dostarczanych treści. Współczesne MTV (w postaci pierwotnego kanału) przestało grać muzykę, a program wypełniło prowokacyjnymi reality shows, kreskówkami i szokującymi serialami o życiu codziennym idoli, pseudo-gwiazd (Staszczykowskich anty-idoli). Dopóki były to dodatki do muzyki, jak kultowi Beavis & Butt-Head czy serial Real Word, wszystko stało na nogach. Jednak MTV poszło dalej, i stało się zlepkiem bełkoczących postaci już nie tylko z kreskówek, lecz przewijających się po ekranie z szybkością migawek rasowego wideoklipu. Mimo tego, oglądalność nadal utrzymała się na przyzwoitym poziomie, a kolejne propozycje stacji okazują się sukcesami. Częstokroć dlatego, że się o nich tylko mówi. Zbyt dużo pozostało w tym wszystkim „tylko”.

 Oddziały MTV żyją własnym życiem. Dostęp do, nie wiem czy nie jedynej niekodowanej, wersji niemieckiej pozwala na porównanie jej głównie z rodzimym produktem, choć część programów (lub ich adaptacja) to wynik centralnej dyrektywy. Obie stacje mające sobą wiele wspólnego (choć należy oddać wyższość wersji germańskiej), niewiele mają już jednak wspólnego z kanałem lansującym muzykę. A funkcjonujące „music television” wydaje się przeciwieństwem tożsamości, jaką zyskało nowe MTV.
 
 Polska edycja, która tworzona była jako kanał konkurencyjny dla nowopowstałego wówczas oddziału VIVY, z inną muzyką, odmiennym sposobem patrzenia na kulturowe zmiany, początkowo oparła się wyłącznie na znajomości marki. Przekaz nowych treści wymusił, poprzez słupki oglądalności, dążenie do i rozwijanie takiej ramówki, w jakiej MTV obecnie funkcjonuje. Wszyscy VJ’e odarci są z osobowości, z nabytej wiedzy muzycznej, mówią niechlujnym, często egzotycznym językiem, zagubienie nadrabiając językiem nowomowy i słabą mową ciała. MTV łowi twarze, nowe talenty, które mają sprawdzić się, i sprawić, by, oprócz patrzenia chętnie je także słuchano. Ale nie da się. Zunifikowane MTV szuka formuły, która pozwoli jej znów stać się wiodącą stacją popkulturową, skutecznie podtrzymując niknącą markę (tak, markę!) w Internecie.

 MTV, przyznająca obecnie zaszczytne tytuły muzycznych Ikon najważniejszym artystom w historii muzyki (niedawno Metallica czy The Cure), niegdyś sama była Ikoną. Popkultury. Niemal fanatycznie wyznawaną przez miliony młodych ludzi trzymających w swoich dłoniach piloty telewizorów. Była fundamentem Pokolenia nie tylko świetnie znającego muzykę i bawiącego się jej przekazem, lecz silnie identyfikującego się ze znaczkiem MTV. Była, bo z pewnością już nie jest. I pewnie nigdy na to miejsce nie powróci. Pozostał po niej jedynie powtarzający się motyw z „Money For Nothing”: I Want My MTV...

Darek Baran
03.04.2007

 


Users' Comments (0) RSS feed comment

No comment posted

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2019 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2015 Apop.pl