Redakcja
27.07.2017.
Medicaid zdrowia plany Ameryki kupicpigulki.pl IHC lekarzy w utah

Polecamy:

Nowe Sytuacje, Drekoty w Łodzi Drukuj
 
Written by Andrzej Korasiewicz, on 09-11-2014 06:25
Average user rating No rating
Nowe Sytuacje, Drekoty - Łódź, klub "Wytwórnia", 08.11.2014 r.


 Nowe Sytuacje to projekt, który powstał po to, żeby uświetnić 30-lecie wydania płyty "Nowe Sytuacje" Republiki. W skład grupy poza muzykami Republiki - Sławomirem Ciesielskim, Zbigniewem Krzywańskim i Leszkiem Biolikiem -  wchodzą: Bartłomiej Gasiul (fortepian) oraz wokaliści Tymon Tymański i Jacek "Budyń" Szymkiewicz, który gra również partie na flecie. Byli muzycy zespołu Republika postanowili przypomnieć tę płytę publiczności na Koncercie Pamięci Grzegorza Ciechowskiego w toruńskim klubie Od Nowa w grudniu 2013 roku. Jak mówi Zbigniew Krzywański: "- W związku z entuzjastycznym przyjęciem koncertu postanowiliśmy przypomnieć tę płytę szerszej publiczności (wzorując się na działaniach Petera Hooka and the Light, odtwarzającego po kolei płyty Joy Division)."

8 listopada Nowe Sytuacje gościły w łódzkim klubie "Wytwórnia". Już przed 19. - zaplanowanym początkiem koncertu - w klubie gromadziła się publiczność zaopatrzona w biało-czarne krawaty, takież koszulki z nadrukami płyty "Nowe sytuacje" oraz nazwą Republika. Dla wszystkich było jasne, że za chwilę zagra w "Wytwórni" Republika a nie  Nowe Sytuacje. Niemal punktualnie o 19. zgasły światła i na ekranie wyświetlił się fragment koncertu Republiki. "Nieustanne tango" zaśpiewane przez Grzegorza Ciechowskiego wprowadziło nas w klimat wydarzenia. Po chwili na scenę wszedł konferansjer, który zapowiedział występ "tak naprawdę Republiki" oraz co dla wielu było niespodzianką, nieznanej szerzej grupy Drekoty, który poprzedził prezentację płyty "Nowe sytuacje".

Drekoty to trzy energiczne dziewczyny, które za pomocą dwóch keyboardów, perskusji oraz śpiewu wprowadziły zgromadzoną publiczność w klimat nieco psychodeliczny. Występ mnie zaskoczył, ale bardzo pozytywnie. Energetyczne podrygiwania głównej wokalistki oraz dosyć różnorodne jak na tak skromną instrumentację kompozycje świadczą na pewno o tym, że panie są utalentowane. Nie wszystkim jednak podobał się ten występ. Para w średnim wieku plus, która była obok mnie z ulgą przyjmowała każdą przerwę między utworami komentując ten moment jako "kojącą ciszę". Większa część publiczności nagrodziła jednak panie rzęsistymi brawami. Po półgodzinnym występie Drekotów nastąpiła piętnastominutowa przerwa, podczas której trwało rozłączanie sprzętu Drekotów i podłączanie zestawu Republiki.

Nowe Sytuacje rozpoczęły swój występ ok. 20. utworem tytułowym z płyty "Nowe Sytuacje". W dalszej kolejności poszedł cały repertur z tego albumu w tej samej kolejności jak na płycie -  "System nerwowy", "Prąd", "Arktyka", "Śmierć w bikini", "Będzie plan", "Mój imperializm", "Halucynacje", "Znak "="" i na koniec  "My lunatycy". Największy entuzjazm publiczności był, jak się można było spodziewać, przy "Arktyce" i "Śmierci w bikini". Gdy wybrzmiał numer "My lunatycy" zgromadzoni w "Wytwórni" intensywnie nawoływali muzyków do ponownego wyjścia. W sali rozlegały się donośne okrzyki "Republika! Republika! Republika!". Wśród  publiki powiewały biało-czarne flagi i nie było wątpliwości, że wszyscy przyszli na koncert Republiki a nie żadnych "Nowych Sytuacji". Muzycy nie kazali na siebie długo czekać i na bis zagrali "Kombinat" oraz jeszcze raz "Śmierć w bikini". Najdłużej wywoływano grupę na ostatni bis, którym okazał się numer "Moja krew". Zbigniew Krzywański kilka raz stwierdził, że "warto było" i podziękował rozentuzjazmowanej publiczności za liczne przybycie do "Wytwórni", która rzeczywiście była wypełniona w całkiem sporym stopniu. Parkiet głównej sali nie był może wypełniony po brzegi, było luźno, ale nie było pustek. Zajęte były też niemal w całości balkony.

Czy było warto? Było. Grupa zagrała repertuar "Nowych Sytuacji" porywająco. Zbigniew Krzywański kilka razy pozwalał sobie na gitarowe solówki. Sławomir Ciesielski włączył się do śpiewania "Mojej krwi". Ale muszę wspomnieć o minusach. Zdecydowanym minusem, który przeszkadzał w odbiorze muzyki były błazeńskie zachowania sceniczne obu wokalistów - Tymona Tymańskiego i "Budynia". Na scenie można było zaobserwować skąd musiała się wziąć ksywka Jacka Szymkiewicza. Ten człowiek-guma gibał się przez cały czas jakby był na koncercie Goombay Dance Band a nie grupy grającej zimnofalowy repertuar. W dodatku zakładał sobie co jakiś czas na głowę szmatę, co było równie denerwujące jak jego gibałki. Wprawdzie trzeba przyznać, że wokalnie poradził sobie dobrze i do jego gry na flecie również nie można mieć większych zastrzeżeń, ale jego image sceniczny jest dla mnie nie do przyjęcia a na pewno całkowicie nie pasował do Republiki. To samo można napisać o drugim błaźnie - Tymonie Tymańskim. Ten z kolei wymachiwał rękoma i wykonywał gesty, które być może pasowały do performance'u spod znaku projektu Kury, ale na pewno nie współgrały z muzyką Republiki. Po co położył się na scenie i leżał tam przez parę minut? Miałem wrażenie, że Leszek Biolik podszedł do niego w pewnym momencie, by sprawdzić czy Tymon jeszcze dycha i czy koncert będzie kontynuowany ;). Istniało zagrożenie, że nie będzie, bo Tymon zapomniał co zrobił z mikrofonem szukając go na podłodze. Na szczęście przypomniał sobie, że włożył go do statywu i jakoś dalej to poszło. Znowu muszę przyznac, że wokalnie Tymon poradził sobie, ale jakaś skaza jego osobowości powoduje, że jego zachowania sceniczne są zwyczajnie niepoważne. A w przypadku koncertu Republiki zakłócało to nieco odbiór występu. Na szczęście plusów koncertu jest więcej niż minusów. Chwilami miałem poczucie, że jestem naprawdę na koncercie Republiki. A w końcu po to znalazłem się tego wieczoru w klubie "Wytwórnia".

Andrzej Korasiewicz
09.11.2014

Users' Comments (0) RSS feed comment

No comment posted

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2015 Apop.pl