Redakcja
27.06.2017.
Medicaid zdrowia plany Ameryki kupicpigulki.pl IHC lekarzy w utah

Polecamy:

Wywiad z Lesławem z Komet Drukuj
 
Written by Katarzyna Kolbowska, on 19-12-2008 19:30
Average user rating No rating

 

Pod gorącym niebem czyli rozmowa z „Kometami” :-)

 

 

K.K.: Nie tak dawno zespół Komety wrócił z trasy po Meksyku. Chciałabym nawiązać do wywiadu w Lampie (nr 6 (51) czerwiec 2008 r.), w którym zadano ci pytanie o to, czy nie boisz się „frekwencyjnej wtopy” na wyjeździe? Jaką odpowiedź na to pytanie możesz dać dziś, po powrocie?

L.: Tego typu obawy towarzyszą nam zawsze. Kiedy jedziemy na jakikolwiek koncert zawsze bierzemy pod uwagę taką ewentualność. Nie ukrywam, że byliśmy bardzo zdziwieni, kiedy na naszym koncercie w Mexico City było około 500 osób, które, jak się okazało w trakcie koncertu, bardzo dobrze znały nasz repertuar. Dzięki wydanej wcześniej przez meksykańską firmę Esquilo Records płycie „The Story of Komety” i oczywiście dzięki Internetowi.

K.K.: Liryczny wokal celebrujący „samotność błękitu nieba” – to klimat, który nieodwołalnie kojarzy się z piosenkami Komet ("Lonely Sky", Komety). Jak,  jako wykonawca i twórca takiej stylistyki, odnalazłeś się pod gorącym niebem ?

L.: Byłem szczęśliwy, kiedy tam dotarłem, ponieważ marzyłem o tym od wielu lat. W dzieciństwie mieszkałem przez jakiś czas w Stanach tam zaprzyjaźniłem się z małymi Meksykanami z sąsiedztwa. Od tamtej pory interesowałem się wszystkim, co meksykańskie. Kiedy wyszedłem z samolotu otoczenie wydawało mi się egzotyczne ale jednocześnie bardzo bliskie.

K.K.: Jak sądzisz skąd tak duże zainteresowanie Kometami po drugiej stronie globu? Czy można tu mówić o zapotrzebowaniu na chłodny smutek wśród ”Południowców”? Analogicznie do tego, jak u nas od paru lat obserwować możemy modę na „jakość latynoamerykańską”, wiążącą się z deficytem radości w polskiej depresyjnej aurze?

L.: Moim zdaniem mimo wszystko dużo więcej nas łączy niż dzieli. Jednocześnie sam się zastanawiam, dlaczego mamy właśnie w Meksyku tylu fanów, dlaczego wydanie płyty zaproponowano właśnie nam, dlaczego właśnie nas zaproszono tam na koncerty. W sumie nie muszę tego zrozumieć. Po prostu bardzo się cieszę, że tak jest.

K.K.: W kulturze Europy podział na duszę i ciało jest silnie obecny, stąd miłość tak często jest nieszczęśliwa. W kulturze Ameryki Południowej ciało i dusza stanowią jedność. Jak odebrane tam zostały piosenki o uczuciach? Publika koncentrowała się na tekstach? Czy jedynie poddawali się fali muzyki?

L.: Jednym z największych zaskoczeń koncertu w Mexico City było to, że publiczność znała na pamięć słowa piosenek Komet i śpiewała je razem ze mną po angielsku i co jeszcze bardziej szokujące również…po polsku. Po koncercie wiele osób pytało mnie o czym są te piosenki, które nie mają swojego odpowiedników anglojęzycznych. (Od płyty „Via Ardiente” Komety nagrywają wszystkie płyty w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej - przyp. K.K.)

K.K.: Twoim doświadczeniom w polskim show-biznesie przyświeca dystans do niegodnych machinacji, wywindowywania na szczyt popularności zespołów – marionetek, oraz ignorowania tych, które proponują coś oryginalnego i autentycznego. Jakie masz spostrzeżenia odnośnie show-biznesu w Meksyku?

L.: Na szczęście nie mieliśmy żadnego kontaktu z lokalnym show-biznesem… zresztą w Polsce również staramy się unikać ludzi show-biznesu (śmiech).

K.K.: Czy jako zespół zaznaliście słynnej południowo-amerykańskiej gościnności?

L.: Tak mieliśmy okazję przekonać się o tym, że Meksykanie są ludźmi bardzo gościnnymi. Podczas naszego pobytu przez cały czas towarzyszyła nam grupa osób, która dbała o nas. Dzięki nim mieliśmy okazję zobaczyć Meksyk, którego z reguły nie oglądają turyści.

K.K.: Na jakiego typu koncertach występowaliście?

L.: Oprócz koncertu, o którym wspomniałem, graliśmy w meksykańskim radiu. Koncert tam był transmitowany na żywo w cały kraj.

K.K.: Czy w tej dużej podróży było coś z osobistej ucieczki, pewnego rodzaju pędu przed siebie, jak w piosence "Runway" (Komety)?

L.: Wyjazd ten uświadomił mi po raz kolejny, że niestety nie da się uciec od siebie.

K.K.: W lutym ukazuje się Wasza nowa płyta zatytułowana „Złoto Azteków”. Jak w kontekście latynoskich wojaży wygląda jej historia?

L.: To nasza pierwsza płyta koncertowa. Pokazuje koncertowe oblicze Komet, które moim zdaniem zauważalnie różni się od studyjnego. Na płycie znajdą się również cztery nowe nagrania studyjne.

K.K.: Nazwa Komet wzięła się od Bill Haley and the Comets, jednego z pierwszych rock’n’rollowego wykonawcy. Nazwa sugeruje również wątek kosmiczny. Czy możesz o tym opowiedzieć?

L.: Pomysł ten pojawił się zupełnie nieoczekiwanie. Kiedyś spacerując po Kępie Potockiej na warszawskim Żoliborzu zobaczyłem na niebie Kometę. Pomyślałem, że Komety to byłaby dobra nazwa dla zespołu.

K.K.: Niepokój Twoich utworów przyspiesza bicie serca, stany typu: „loose your mind and soul” ("Graveyard troll", "Komety"), „terrified in the middle of the night” ("Love At First Bite", "Komety"), dominują. Czy myślisz, że kiedyś w Twojej muzyce zagości spokój?

L.: Wewnętrzny spokój jest dla mnie nadal nieosiągalny i dlatego moje piosenki są takie a nie inne….i być może już nigdy inne nie będą.

K.K. Śpiewasz: ”Księżyc jak tabletka od bólu głowy” ( W Pułapce, Via Ardiente). A teraz po powrocie z drugiej, egzotycznej półkuli napisałbyś „Słońce jak...”?

L.: Przeceniasz mnie! (śmiech)

 

Rozmawiała: Kasia Kolbowska.


Users' Comments (0) RSS feed comment

No comment posted

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2015 Apop.pl