|
HATI vs. LAL - the journey like never before... |
|
|
Redaktor: Marcin Świerczek
|
|
06.09.2008. |
|
 HATI vs. LAL - the journey like never before... 2008 REQUIEM RECORDS
01. in a skincage 02. twenty three doors wide open 03. clockwork powerstation 04. ghostverb 05. aluminium bar sex 06. spoondrop 07. steel om 08. horde magnetism 09. breathe in union 10. back into maditation 11. subtle awareness 12. poppyhead fields forever
Traktuję tę płytę jako ścieżkę dźwiękową pod koszmar. Ambientowe cacko z nutką grozy i dreszczykiem rozkoszy, kwalifikujące się w sam raz jako soundtrack pod niemy horror w typie „Nosferatu”. Niby patent banalny, bo każda niemal kompozycja swój szkielet opiera na zupełnie innym, ale dawno już oklepanym motywie (skrzypiące drzwi, odgłos przesuwających się wskazówek zegara), lecz całość broni się talentem kompozytorskim torunian i zaproszonego do udziału w projekcie LALa.
„The journey like never before...”, to z jednej strony wycieczka odbiorcy w głąb mrocznych dark ambientowych tematów od słuchania których po ciemku ciarki mogą przejść po krzyżu, a z drugiej skręt samych muzyków z Hati w bardziej elektroniczne rejony. Eksperymentów jest tu tyle, co kot napłakał. Fakt, w niektórych momentach słychać dziką rytmikę i pewnie wtedy muzycy walą w znalezione na wysypisku obręcze, beczki i inne żelastwo (Einstürzende Neubauten się kłania), ale szczerze mówiąc „the journey...” jest kawałkiem bardzo nowoczesnej i klimatycznej elektroniki spod znaku sceny dark independent. Tworzonej bez kompleksów i oglądania się na resztę świata, za to w skupieniu i z pełną świadomością. Efekt w pełni przyswajalny.
Poprzednim albumem zbliżyli się do Z’EV. Obecnie w minimalizm przekuwają mix elektroniki i akustycznych instrumentów, przez co zaczynają się niebezzasadne porównania do rodzimych 2nd Hand Beatnix. Pierwsze utwory bardzo subtelne i ubogie w brzmienie na wysokości piątki przechodzą w transową, lunatyczno – hipnotyczną formę, by w końcówce przybrać brzmienie muzyki, którą od biedy można podciągnąć pod medytacyjną, acz dalej bardziej mi tu pasuje zwyczajny ambient. Od niego przecież do niepokojąco przyjemnej nirwany jeden krok.[7/10] Marcin Świerczek 5.09.2008
|