Redakcja
30.07.2010.

Ostatnie komentarze

Swans na dwóch koncertach w...
Ja tam się wybieram :zzz
10/06/10 10:52 Więcej
autor sonic

Depeche Mode - Sounds Of The...
Rozumiem, ze nie zgadza sie Pan z oceną...
03/06/10 08:38 Więcej
autor koras

Depeche Mode - Playing the...
Pani Ewo tak jak się nie zgadzam z...
02/06/10 13:09 Więcej
autor Keri1000

Patronat



Partnerzy








Logowanie






Nie pamiętam hasła!
Konto? Zarejestruj mnie!

Page rank

Aktualny PageRank strony alternativepop.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO

Statystyka online

Odwiedza nas 5 gości

Statystyka ogólna

HATI vs. LAL - the journey like never before... Drukuj
Redaktor: Marcin Świerczek   
06.09.2008.

 
HATI vs. LAL - the journey like never before...
2008 REQUIEM RECORDS

01. in a skincage
02. twenty three doors wide open
03. clockwork powerstation
04. ghostverb
05. aluminium bar sex
06. spoondrop
07. steel om
08. horde magnetism
09. breathe in union
10. back into maditation
11. subtle awareness
12. poppyhead fields forever

Traktuję tę płytę jako ścieżkę dźwiękową pod koszmar. Ambientowe cacko z nutką grozy i dreszczykiem rozkoszy, kwalifikujące się w sam raz jako soundtrack pod niemy horror w typie „Nosferatu”. Niby patent banalny, bo każda niemal kompozycja swój szkielet opiera na zupełnie innym, ale dawno już oklepanym motywie (skrzypiące drzwi, odgłos przesuwających się wskazówek zegara), lecz całość broni się talentem kompozytorskim torunian i zaproszonego do udziału w projekcie LALa.

„The journey like never before...”, to z jednej strony wycieczka odbiorcy w głąb mrocznych dark ambientowych tematów od słuchania których po ciemku ciarki mogą przejść po krzyżu, a z drugiej skręt samych muzyków z Hati w bardziej elektroniczne rejony. Eksperymentów jest tu tyle, co kot napłakał. Fakt, w niektórych momentach słychać dziką rytmikę i pewnie wtedy muzycy walą w znalezione na wysypisku obręcze, beczki i inne żelastwo (Einstürzende Neubauten się kłania), ale szczerze mówiąc „the journey...” jest kawałkiem bardzo nowoczesnej i klimatycznej elektroniki spod znaku sceny dark independent. Tworzonej bez kompleksów i oglądania się na resztę świata, za to w skupieniu i z pełną świadomością. Efekt w pełni przyswajalny.

Poprzednim albumem zbliżyli się do Z’EV. Obecnie w minimalizm przekuwają mix elektroniki i akustycznych instrumentów, przez co zaczynają się niebezzasadne porównania do rodzimych 2nd Hand Beatnix. Pierwsze utwory bardzo subtelne i ubogie w brzmienie na wysokości piątki przechodzą w transową, lunatyczno – hipnotyczną formę, by w końcówce przybrać brzmienie muzyki, którą od biedy można podciągnąć pod medytacyjną, acz dalej bardziej mi tu pasuje zwyczajny ambient. Od niego przecież do niepokojąco przyjemnej nirwany jeden krok.[7/10]   

Marcin Świerczek
5.09.2008 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2010 alternativepop.pl