Redakcja
23.09.2017.
Medicaid zdrowia plany Ameryki kupicpigulki.pl IHC lekarzy w utah

Polecamy:

Kindred Spirits Drukuj
 
Written by Laurel, on 27-02-2006 23:00
Average user rating No rating

Kindred Spirits, 28 lutego 2006 r.

Alternative Pop:  Istniejecie już od 1996 roku, czyli gracie od ładnych paru sezonów. Jednak w Polsce jesteście stosunkowo mało znani, więc może najpierw przedstawcie pokrótce losy Kindred Spirits oraz wasz aktualny  skład.

Peter: Jak wspomniałeś, rok 1996 to był czas gdy wystartowaliśmy z zespołem. Skład grupy został ustalony dopiero w dwa lata później, kiedy dołączyła do nas Jeanette (bass). Oprócz niej, na gitarach grają Tommy i Shadow, a ja zajmuję się wokalami. Powróciliśmy do używania perkusji i keyboardów. Jak widać mamy całkiem klasyczny gotycki układ…

Tommy: Przez minione lata nagraliśmy trochę taśm demo w naszym analogowym studio “porta”, ale kilka lat temu zdecydowaliśmy się na rozwinięcie naszego brzmienia i zarejestrowaliśmy materiał na nasz pierwszy album już w profesjonalnym studiu.

Alternative Pop:  Dlaczego musieliśmy tak długo czekać na wasz oficjalny longplay?

Peter: Częściowo powodem tego był fakt, iż uważamy granie bardziej za hobby. Wszyscy pracujemy na pełen etat i dlatego tak naprawdę zespół nie jest priorytetem w naszym codziennym życiu. Innym powodem jest to, że nie byliśmy w stanie podpisać kontraktu z wytwórnią gotową podjąć się wydania materiału pochodzącego z naszych taśm demo. Dlatego zdecydowaliśmy się na samodzielne sfinansowanie produkcji debiutanckiej płyty. Ponieważ jednak nie czuliśmy się na siłach żeby równocześnie zajmować się prowadzeniem własnej wytwórni i graniem w zespole, podjęliśmy współpracę z M&A.

Alternative Pop:  Dotychczas mieliście okazje koncertować głównie w Szwecji, dzięki temu zdobyliście sporą popularność w Skandynawii. Czy uważacie, iż koncerty to najlepsza dla was forma promocji?

Peter: Tak i nie… Koncerty są oczywiście bardzo ważne i każdy zespół ich potrzebuje, ale bez płyty ciężko dostać się na scenę i grać. Koncerty i wydawanie płyt stanowią pewnego rodzaju symbiozę. Konieczne są też wywiady i recenzje w prasie. Bardzo ważna dla nas jest strona internetowa (www.kindredspirits.tk).

Tommy: Nagrywając dla małej wytwórni mamy dość ograniczony budżet na reklamę i promocję. W tej sytuacji najlepszą alternatywą jest docieranie na gotyckie imprezy i poprzez nie promowanie naszej muzyki. Koncerty są ważne, ponieważ dzięki nim możemy sprzedać nasze płyty i koszulki. To jest wspaniała forma promocji. Znajomi wspominają o naszej muzyce swoim znajomym kiedy kupują nasz CD i później ludzie szukają naszych t-shirtów, etc.

Alternative Pop:   Raz udało wam się odwiedzić mroczną Szkocję, gdzie zarejestrowaliście wideoklip, który m.in. można pobrać z waszej strony internetowej (także dostępny jako bonus na debiutanckiej płycie!). Co powiesz o tamtej imprezie? Czy graliście jeszcze w innych miejscach poza Szwecją?

Peter: Dark City w Edynburgu był świetnym festiwalem i daliśmy tam świetny koncert. To był największy nasz gig, graliśmy na tej samej scenie co The Mission i czuliśmy się dziwnie, ale to było bardzo, bardzo zabawne. Myślę, że przed występem byliśmy nieźle zdenerwowani, ale już na scenie czuliśmy się pewnie. Przyjęcie było bardzo dobre, znacznie bardziej entuzjastyczne niż zwykle podczas występów w Szwecji. Sam fakt, iż pod sceną było kilkaset osób zintensyfikował nasze doświadczenia. Poza samą Szwecją graliśmy parokrotnie w Kopenhadze, w tym raz w starym kościele i ten koncert też był naprawdę dobrym show.

Alternative Pop:  Mieszanka ostrych gitar i elektroniki w wykonaniu Kindred Spirits to prawdziwy killer. Wasza muzyka zawiera to z czego słyną najlepsze szwedzkie grupy Malaise i Funhouse. Czy lubisz te zespoły?

Peter: Album Malaise “52 Ways” to autentyczny killer, a z Funhouse jesteśmy dobrymi przyjaciółmi od założenia Kindred Spirits. Zresztą Shadow był gitarzystą w Funhouse. Nie próbujemy jednak brzmieć jak inny zespół i naprawdę nie uważam żeby Funhouse i KS miały podobne brzmienie, ale obiektywnie nie jest to ważne. Myślę, że gramy ostrzej i bardziej energicznie.

Alternative Pop:  Czy są jakieś inne szwedzkie zespoły, które cenicie? W ogóle jak się przedstawia obecnie sytuacja na gotyckiej scenie w Szwecji? Czy istnieje coś takiego jak "gotycki underground" w Szwecji?

Peter: Jedynymi szwedzkimi zespołami, o których mogę powiedzieć, że ich słucham są Tenere i Deathstars, czasami także Malaise. Sundown byli co najmniej dobrzy na albumie “Design 19”, ale myślę, że oni krążą wokół tego co już zrobili. Muszę też wspomnieć o Stillborn i ich płycie „Necrospirituals”. Jeśli chodzi o gotycki underground, to sądzę, że tutaj coś takiego funkcjonuje, ale nie jest to zbyt dobrze zorganizowane i na pewno nie jest to duże.

Alternative Pop:  Właśnie, co sądzisz o waszym stylu? "No room for laughter" zawiera piosenki ostre, świetnie nadające się na koncerty, jak i łagodniejsze kompozycje o elektronicznym wydźwięku przeznaczone na parkiety. 

Peter: Wiesz, staramy się robić muzykę dla nas samych, taką która nam się podoba i nas bawi. Dodatki elektroniczne są dopełnieniem wszystkich gitar i bardzo dobrze to brzmi razem. Wcześniej pisaliśmy piosenki cierpiące na niedostatek tego ekstra dodatku. Chcemy żeby ludzie dobrze się bawili, ale nigdy nie siadamy i mówimy: „zróbmy przyjazną i taneczną piosenkę” albo coś w podobnym stylu. Piosenki kierują się własnymi torami, same wybierają drogę i stąd są one oczywiście czymś więcej jak zwykłym dance-floorem.

Alternative Pop:   Na płycie umieściliście dwa covery - "Save my soul" (Red Lorry Yellow Lorry) oraz "Vision thing" (Sisters of Mercy) - dlaczego akurat te numery?

Peter: Obie piosenki są cudowne, do tego stworzone przez wspaniałych artystów. Graliśmy je często na koncertach i zawsze były świetnie przyjmowane przez publikę. Jako iż lubimy improwizować z tymi numerami poza studio, chcieliśmy też je umieścić na albumie, częściowo dlatego, że lubimy te piosenki, a częściowo dlatego, że potraktowaliśmy je jako formę hołdu dla Red Lorry Yellow Lorry i The Sisters of Mercy. Jest to rodzaj bonusowego materiału na „No room for laughter”, ale nie chcemy być postrzegani jako zespół, który przywiązuje dużą wagę do kowerów.

Alternative Pop:  Jakie są wasze oczekiwania w związku z wydaniem "No room for laughter" i plany na najbliższą  przyszłość?  

Peter: Oczekujemy, iż uda nam się sprzedać wystarczającą liczbę sztuk debiutanckiej płyty, aby była realna możliwość nagrania następnej. Brutalna prawda jest taka, że jesteśmy w małym labelu i nagrywanie płyty finansujemy z własnych kieszeni. Mamy nowy materiał, który chcielibyśmy wydać, ale nie chcemy cały czas dokładać do tego. Jednak bez odpowiednich kontaktów nie jest tak łatwo podpisać kontrakt z większą wytwórnią. Mogłoby to oznaczać również utratę pewnej części wolności i swobody artystycznej. Dlatego nie jesteśmy pewni czy tego chcemy. Jesteśmy zadowoleni z M&A, której marka na światowej scenie gotyckiej jest całkiem niezła. Na razie nie planujemy „rozwodu” z naszym wydawcą. Chcemy oczywiście grać koncerty, ponieważ jest to ważny aspekt naszej działalności artystycznej.

Tommy: W najbliższej przyszłości (rok 2006), mamy w planach koncerty, zarówno w Skandynawii jak i w pozostałej części Europy, które będą promowały nasz album. Niemcy są na wyciągnięcie ręki i będziemy próbowali w czasie najbliższego półrocza zagrać tam przynajmniej kilkakrotnie. Pod koniec roku, jeśli finanse pozwolą, zaczniemy pracę nad drugim albumem.



Users' Comments (0) RSS feed comment

No comment posted

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2017 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2015 Apop.pl