Redakcja
07.09.2010.

Ostatnie komentarze

Swans na dwóch koncertach w...
Ja tam się wybieram :zzz
10/06/10 10:52 Więcej
autor sonic

Depeche Mode - Sounds Of The...
Rozumiem, ze nie zgadza sie Pan z oceną...
03/06/10 08:38 Więcej
autor koras

Depeche Mode - Playing the...
Pani Ewo tak jak się nie zgadzam z...
02/06/10 13:09 Więcej
autor Keri1000

Patronat



Partnerzy








Logowanie






Nie pamiętam hasła!
Konto? Zarejestruj mnie!

Page rank

Aktualny PageRank strony alternativepop.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO

Statystyka online

Odwiedza nas 4 gości

Statystyka ogólna

Depeche Mode - Playing the angel Drukuj
 
Written by Ewa Kuba, on 09-11-2005 00:00
Average user rating No rating

Depeche Mode - Playing the angel
2005 Pomaton EMI


1. A pain that I'm used to
2. John the revelator
3. Suffer well
4. The sinner in me
5. Precious
6. Macrovision
7. I want it all
8. Nothing's impossible
9. Introspectre
10. Damaged people
11. Lilian
12. The darkest star

Emo-cjonalny rozstrój...

Płyta ta stanowi w dużej mierze zbiór egzorcyzmów odprawianych nad zgliszczami samodestrukcyjnego życia Gahana. W wyczynach Depeche Mode odnaleźć można ślady zacnych płyt-poprzedników. I tak potężnie skorodowany "A pain that I'm used to" brzmi identycznie jak "The dead of night". Plądrofoniczny, industrialnie eksperymentujący "Suffer well" to skromne nawiązanie do całego krążka "Construction time again". Zaś najlepszy Gore'owy kawałek "Damage people" budzi jasne i oczywiste skojarzenia z "Counterfeit 2". Aczkolwiek płyta ta ze swoim nawiedzonym utworem "Nothing's impossible", z nieskazitelnym, perfekcyjnie wykonanym "Lilian", akustycznym (czyt. instrumentalnym) "Introspectre" tworzy kolejną, nową jakość dla DM.

Początek płyty wiele zwiastuje i może wydawać się dość atrakcyjny. Później słychać i czuć, że niektóre utwory odstają, nie pasują do tego obiecujacego początku. Ich tempo wyraźnie spada, a krew w żyłach zwalnia swój bieg. Powstaje pytanie: czy to efekt zamierzony, czy też w pewnym momencie skończyły się dobre pomysły? Część utworów, jak "Precious", "John the revelator" czy najeżony cyfrowymi świstami "Sinner in me", to dodający albumowi ognia i żaru potencjalni królowie dyskotek popularnie zwanych "DM party". A inne z kolei to, jak "I want it all", wydające się być gorszej jakości smętne ballady. Ów brak proporcji, nierówność albumu zaburza w dużej mierze jego odbiór.

Co się tyczy tekstów to nie wiem czy pisał je człowiek, czy też może jakaś potępiona dusza z czyśca. Mam tu na myśli wszystkie te odurzające surrealizmem i melancholią zwroty o bólu, agonii, dochodzeniu do siebie, rozmowach z Bogiem, utracie kontroli, przelewających się zmysłach. Na największą uwagę zasługują rzecz jasna te, które zostały napisane do utworu "The darkest star". Po ich wysłuchaniu pozostaje wrażenie niedopowiedzenia....zawodzenia Gahana obecne w tym numerze, jak w żadnym innym, świetnie korespondują z elektroniką i zaawansowaną produkcją studyjną Bena Hillera. Całe szczęście nagrania zawarte na tym albumie to nie tylko sztucznie wygenerowane trzaski, szumy, zlepy, ciągi, ale również piękny "żywy" chórek Gore'a w "The sinner in me" czy "żywe" gitary w "Lilian".

Dziwna to płyta. Zachęca, a później trochę odpycha. To, co na pierwszy rzut ucha wydaje się chwytać - mowa tu o singlu "Precious" - na drugi rzut wcale chwytliwe nie jest. Swego czasu udało mi się nawet nie wyjmować jej z odtwarzacza. Ale ile to trwało? Tydzień, dwa? Stanowczo za krótko jak na DM. Czekałam chyba na jakieś "tąpnięcie", ale ono nie nastąpiło... [6.5]

Ewa Kuba
09.11.2005


Users' Comments (1) RSS feed comment
Posted by Keri1000, on 02-06-2010 13:09,
Pani Ewo tak jak się nie zgadzam z panem Andrzejem tak i z pania się nie zgadzam... 
 
Druga część płyty owszem jest gorsza od pierwszej ale mają porównanie z płytą ostatnią (Sounds Of The Universe) większość utworów jest bogatsza w brzmienie i głębsza :grin  
 
Widać dla pani płyta musi grać non-stop aż odtwarzacz się przegrzeję :grin :grin :p  
Dobra płyta to ta do której się wraca nawet po latach a do niej właśnie wracam i po kolejnych odtworzeniach nowsze "melodyjki w tle" odkrywa czyli to co zawsze było u Depeszów :p  
 
Dla mnie płyta 8/10 ;) Najlpesza po powrocie grupy ;)
 
» Zgłoś nadużycie do administratora
» Odpowiedz na ten komentarz

Dodaj komentarz



mXcomment 1.0.7 © 2007-2010 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© 2001-2010 alternativepop.pl